Blog > Komentarze do wpisu
Stadion Narodowy

1 grudnia dwaj pracownicy zginęli w wypadku przy pracy przy budowie Stadionu Narodowego. Z wysokości 18 metrów spadł podnoszony przez żurawia kosz, w którym znajdowało się dwóch robotników. Państwowa Inspekcja Pracy ustaliła, że kosz nie nadawał się do podczepienia pod żuraw - ostatnie ogniwo łańcucha na którym wisiał, było za wąskie i nie wchodziło na hak żurawia. Robotnicy włocławskiej firmy PPW Safety przyczepili kosz prowizorycznie, wykorzystując łańcuchy, które miały uszkodzone karabińczyki. W ogóle nie powinni do kosza wsiadać, bo nie mieli badań lekarskich dopuszczających ich do pracy na wysokości. Operacji nie nadzorował też tzw. hakowy - robotnik odpowiedzialny za prawidłowe podczepienie ładunku do żurawia. Dźwig w ogóle zresztą nie powinien podnosić kosza, bo żaden z żurawi dostarczonych przez gdańską firmę Żuraw Grohman nie został dopuszczony przez Urząd Dozoru Technicznego do przenoszenia takiego ładunku.

[źródło: http://cia.bzzz.net/bezkarnosc_bezradnosc_i_obojetnosc_na_budowie_stadionu_narodowego]

Coś tu jest nie tak. Żadne pieniądze nie są warte śmierci ludzi - czy to młodych zaczynających swoje życie zawodowe, czy głównych żywicieli rodziny. Zapraszam do przeczytania całego tekstu i chodź został on napisany przez anarchistę, zastanowienia się nad tym w jakim świecie i w jakim kraju żyć nam przystało. Ostatnio przez parę miesięcy pracowałem fizycznie w dwóch różnych firmach - wśród wspaniałych ludzi, w jednym przypadku mając bardzo przyjaznego i życzliwego szefa. Niemniej i tutaj normą było permanentne łamania prawa pracowniczego. Nie dziwię się szefowi, że pozwalał na to sobie i managerom - musiał to robić. Jeśli ma konkurować z innymi ludźmi, którzy także łamią (niejednokrtonie w gorszy sposób) prawa pracownicze musi grać na tych samych zasadach, inaczej firma zacznie upadać, pracownicy też na tym stracą - bo posypią się zwolnienia. System pozwalający na takie wypaczenia jest zły i jest głównym winowajcą.

W tym miejscu mam szczere pytanie - od socjalliberała do leseferystów, libertarian, neoliberarłów, zwolenników Miltona Friedmana. Wszelkie znaki na niebie i na ziemi wykazują, że "niewidzialna ręka wolnego rynku" zawsze prowadzi do takich wypaczeń. Jakim prawem uznajecie, że to cena, którą trzeba płacić za "wolność ekonomiczną". Jaką wolność? Czyją? Bo na pewno nie przeciętnego obywatela. Czy nic was ci ludzie nie obchodzą? Uważacie ich za "zera po zawodówce"? Pisuję książki, publikuje artykuły, dokonuję tłumaczeń, kończę studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, a życie zmusiło mnie do podjęcia pracy fizycznej - czy mnie także uważacie za "zero po zawodówce"? W jednej i drugiej pracy spotkałem świetnych ludzi, zaskakująco otwartych i niejednokrotnie wyciągających w moją stroną pomocną rękę. Zapewniam was, że to nie są żadne "zera", a wartości ich życia nie da się oszacować w pieniądzach.

niedziela, 07 lutego 2010, misterium_fascinans

Polecane wpisy

osób podziwiało absurdy tego świata :D