piątek, 26 lutego 2010
Absurdalna opieka medyczna - nie tylko w Polsce!

Co to za świat, gdzie w jednym kraju jest normą gdzie lekarz nie tknie Cię umierającego jeśli nie masz ubezpieczenia (znane przypadki z USA), gdzie najlepsza opieka medyczna występuje w kraju uznawanym za reżim komunietyczny (Kuba - darmowa opieka zdrowotna, największa ilość lekarzy przypadająca na jednego obywatela, bardzo dobrze wyedukowani, traktowani wręcz jako towar ekspertowy za granicę w zamian za inne dobra - np. ropę od Wenezueli), a w jeszcze innym tak się pobiją o pacjenta, że usuwa ich ochrona, a niemowlęcy "pacjent" umiera?

 

Jeden z bardziej aburdalnych przypadków opisanych na gazecie.pl:

[...] Według lokalnych mediów dwóch lekarzy spierało się o to, kto powinien odpowiadać za odbieranie dzieci w szpitalu w Ivinhema. Po pewnym czasie ktoś wezwał ochronę, która usunęła obu lekarzy z sali porodowej. Po 90 minutach od porodu matce i dziecku usiłował pomóc inny medyk, jednak było za późno. Dziecko zmarło.

[...] Według lokalnych gazet kobieta poprosiła jednego z lekarzy o asystowanie przy porodzie. Ten podał niezbędne leki i rozpoczął odbieranie dziecka, gdy na salę wszedł drugi lekarz argumentując, że to on ma dyżur i to on powinien odbierać poród.

- To była porządna bójka. Na koniec tarzali się po podłodze, a moja żona krzyczała żeby przestali - cytuje BBC męża kobiety. [...]

 

Bez komentarza.

Lekarze pobili się o to, kto ma odbierać poród. Dziecko zmarło

poniedziałek, 15 lutego 2010
Kobiety kobietom

Ponad połowa kobiet uważa, że ofiary gwałtu są w niektórych przypadkach same sobie winne - wynika z najnowszej ankiety przeprowadzonej w Wielkiej Brytanii. -podaje Gazeta Wyborcza.

Ciężko mi nawet komentować tępote cip, które tak się wypowiadają. Jasne, że laska która się kładzie do łóżka z facetem może podejrzewać, że nie będą z nim teraz podziwiać sufitu (71% kobiet uważało, że, jeśli kobieta położyła się do łóżka z mężczyzną jest częściowo odpowiedzialna), ale nie usprawiedliwa to w żaden sposób zmuszenia do czynności seksualnych. Czy to tak trudne do zrozumienia? ... czym zajmują się feministki skoro w kraju, w którym ich działania były legendarne, OBYWATELKI głoszą takie poglądy (pragnę zauważyć że procent mężczyzn myślących podobnie jest znacznie niższy).

Trzeba być naprawdę brzydką, niechcianą, obleśnie grubą(znając dominującą urodę w UK) pizdą, żeby móc głosić takie poglądy o skrzywdzonych osobach.

 

Tak się czasem zastanawiam jak obserwuję to co femiznim zarzuca obecnej kulturze (wprost nazywając ją wytowrem mężczyzn), ile z tych zarzutów trafia do dobrego adresata. Choćby zarzut, w koneskwencji którego postawienia wykreowano figurę "kobiety wyzwolonej". Należaloby tu dopisać jeszcze jakąś frazę, gdyż pozostawienie tych dwóch słów samych sobie jest fałszem. Nie określają one wszak docelowo kobietę, która bierze udział w wyborach, organizuje demonstracje, bezpośrednio walczy o prawa kobiet, tylko chodzi o kobietę, która nie przestrzega norm obyczajowych dotyczących sekusalności. Innymi słowy - bzyka się z kim chce, kiedy chce, jak chce, nie zważając na to co myślą o niej inni (i dość często nie oglądając się za tym, czy kogoś w ten sposób krzywdzi - moja prywatna uwaga). Figura to powstała jakoby na odpowiedź szerokoakceptowalnej społecznie figurę Don Juana, zaliczającego mnóstwo lasek jak leci.

OK, zgadzam się z tym, że ta kultura częściej potępia uprawiające w ten sposób seks kobiety niż podobnie czyniących mężczyzn. Mam jednak wątpliwość KTO tak naprawdę najczęściej wystawia te sądy. Nie jestem wcale przekonany (i moje obserwacje to potwierdzają, aczkolwiek żadnych statystyk na obronę tej tezy nie mam), że najczęściej robią to mężczyźni. Naprawdę drogie panie myślicie, że my tak kibicujemy kolegom co bzykają gdzie się da nasze koleżanki? Pomyślcie - taki bzykacz to nie tylko konkurencja dla innych bzykaczy, ale zagrożenie dla osób chcących założyć normalne związki. Naprawdę uważacie, ze jak słyszymy, że ktoś tam zaliczył kolejną laskę to klepiemy go po plecach mówiąc "tak dalej! w końcu trzeba uciskać tą płeć, Twój penis służy temu najlepiej"? I czy naprawdę myślicie, że na każdą rozkladającą chętnie nogi laskę patrzymy jak na kurwę? Myślicie, że od razu budzi się w nas nienawiść do takich kobiet (a także to, że szczególna nienawiścią dażę je bzykacze)? No cóż, wydaje mi się, że nie do końca tak jest. Po pierwsze bzykacze wcale nie są wzorem stawianym na piedestał. Jak już wspomniałem to zbyt często konkurencja. Nie znaczy to, że notorycznie takiemu przykładowemu podkładamy świnie, czy ukazujemy mu na każdym kroku pogardę. Nie, ale miłości tu też nie ma. Jest taki koleś, tak się bawi - chuj z nim. Niech robi co chce (może być nawet fajnym kumplem) ale od mojej kobiety ma go dzielić odległość trzech metrów, bo inaczej skończy z rozbitą butelką w tyłku - i tyle w temacie. Łatwą laskę tak samo nie nazywamy kurwą. Nie musimy pochwalać jej zachowania, ale może być fajną znajomą - z którą wcale nie musimy planować seksu. Faceci częściej nazywają kurwami dziewczyny, które ich skrzywdziły, niż te które łatwo się oddają. No chyba, że jeden bzykacz zaliczył pod nosem laskę, którą chciał przelecieć jako pierwszy drugi bzykacz. Frustracja może uderzyć nie tylko konkurenta, ale i rykoszetem tymczasową panienkę drugiego.

Są faceci którzy ze sobą rywalizują w liczbie zaliczonych lasek, ale jakoś ciężko mi stwierdzić, że stanowią oni znaczącą większość.

No to kto tak waloryzuje te pojęcia? OK, kultura. I teraz powiem coś niepopularnego, opierając to na własnych obserwacjach i doświadczeniu. Uważam, że najczęściej tak waloryzują te pojęcia kobiety.  Wydaje mi się, że rywalizacja o uwagę osoby płci przeciwnej jest wśród tej płci dobrym gruntem do nazywania konkurentek "kurwami". Widziałem to na własne oczy, słyszałem na własne uszy jak masa lasek rzucała takie teksty w stosunku do atrakcyjnych kobiet NAWET jeśli nic nie świadczyło o tym, że szczególnie lubią seks z obcymi facetami. Czasami wystarczyło, żeby taka laska była atrakcyjna, czasami wystarczyło, żeby zbyt często uśmiechała się w rozmowach z facetami by "zasłużyć" sobie na to miano. Oczywiście na użyciu takiego określenia nie poprzestawały - zawsze twierdziły, że dana delikwentka na pewno chciałaby zaliczać każdego, dąży do tego, albo (nie mając żadnych dowodów - bo o nie zawsze pytałem słysząc takie tępe teksty) robi to po kryjomu. Jasne, bywa, że taka obelga trafia na laski, które chętnie rozkładały nogi, ale nie zawsze. Dość często najbardziej puszczalskie laski, wcale nie są najładniejszymi - chodzą często do łóżka z kimś innym, bo mają zaniżone poczucie własnej wartości i tym próbują tą wartość sobie podbudować. O wiele rzadziej słyszałem, by takie dziewczyny inne kobiety nazywały "kurwami", chyba, że ich chęć do seksu z innymi facetami była naprawdę bijąca po oczach, czy zagrażająca ich związkom.

A co z określeniem "kobieciarz"? Chodzę po tym świecie ponad 23 lata i nigdy nie słyszałem, by tak facet nazwał faceta. Głuchy nie jestem. Czy słyszałem w takim razie takie określenie? Tak. Zgadnijcie od kogo. Czasem miało ono konotacje pozytywne, czasem negatywne. Nie wiem czemu są laski, które uważają coś takiego za cechę pozytywną i nie wiem skąd się wśród kobiet biorą różnice w określaniu takiego zjawiska.

 

Kolejny przykład w dyskryminacji kobiet, gdzie łatwo oskarża się mężczyzn (historia potwierdza, że ten zarzut jest relatywnie słuszny), a ja bym się zastanowił nad postawą większości kobiet co do niego. Religia - weźmy na celownik naszą najbliższą nam, katolicką. Nie będę się tu wgłębiał w to co napisane jest w Piśmie Świętym (tak, na pewno dumnie jest wierzyć w to, że Bóg stworzył człowieka z gliny, a kobietę z najwidoczniej niepotrzebnego mu żebra), bo przykładów jest tyle, że na paru tomową ksiązkę by starczyło (choć są i elementy gloryfikujące kobiety, czy czyniące z nich bohaterki narodowe - oczywiście, że tak; ciężko mi jednak z całą pewnością powiedzieć że elementy gloryfikujące i potępiające kobiety są równoważne...). W znaczącej większości kościołów katolickich (rzymskokatolicki, grekokatolicki, większość kościołów starokatolickich), prawosławnych i w większości kościołów protestanckich nie dopuszcza się kobiet do kapłaństwa! Jeśli nawet kościoły protestanckie skłaniają się ku kapłaństwu kobiet to najczęściej dopuszczają je jedynie do pozycji diakona, bądź diakonisy, tylko niektóre są skłonne dopuścić kobiety na stanowisko pastora. Przecież to (rzekomo) najbliższy związek z bogiem, pośrednictwo między nim, a ludźmi.

Tak, tak - wymyślili to mężczyźni (whatever), ale.... no właśnie, mam jedno "ale". Kto najczęściej opuszcza tą najpotężniejszą w Polsce religię rzymskokatolicką, czy najmniej intensywnie ją wyznaje? Powinny kobiety - w końcu ta religia najczęściej (co także twierdzi większość feministek) je "poniża". A jak jest naprawdę? Najczęściej kościoł katolicki opuszczają mężczyźni i ich religijność (czyli uczestniczenie w praktykach religijnych) statystycznie jest mniejsza niż kobiet.

Moża tu postawić tezę, że kobiety są po prostu bardziej religijne. Z tym też się nie zgodzę. W religii mojżeszowej proporcje są odwrócone, co dowodzi, że nie można po prostu wskazać na predyspozycje jednej płci do większego zaangażowania religijnego.

 

Jaki z tego wniosek? Że kobiety same siebie uciskają? Że z natury podkładają sobie świnie? Takiej tezy nie postawiłbym nigdy. Śmierdzi od niej seksizmem na kilometr. Mamy sporo dowodów na to, że w przeciągu ostatnich wieków istaniała dyskryminacja kobiet (uniemożliwianie podjęcia nauki, utrudnianie podjęcia pracy zawodowej, niedopuszczanie płci pięknej do wyborów) przez mężczyzn. Powstała kultura która uciskała i nawet gdy bezpośredni ucisk w większości zniknął dalej są takie elementy, które świadczą o niesmacznej przeszłości. Jeśli nawet odpowiedzialnymi za budowę tej seksistowskiej kultury są mężczyźni, to nader często w podtrzymywaniu jej w takim stanie zbyt chętnie uczestniczą kobiety. Być może dlatego się tak dzieje, że kobiety jako matki są przystosowane do wprowadzania dziecka w kulturę w której mu żyć przystało - stąd patowe zachowania zmierzające do zachowania status quo. Czy feminizm rzeczywiście spełnia swoją funkcję i uwrażliwia kobiety na to oblicze ich dyskyminacji w tej kulturze? Czasem mam spore wątpliwości.

___

Tak, tak. To prawda, że byłem narzeczonym "feministki". I tak oto od zwolennika większości tez tej ideologii stałem się krytykiem wielu z nich. Śmiem wątpić, czy to co dana osoba nazywała feminizmem zawsze nim było - niemniej zauważyłem wówczas, że ta ideologia także może doprowadzić do naprawdę chujowych wypaczeń. Nie jest możliwa miłość między kobietą i mężczyzną w dwóch przypadkach zbyt często ze sobą związanych: gdy uważają siebie za przedstawicieli wrogich grup (co radykalny feminizm wprost zakłada) i gdy w tej relacji występuje przemoc (i nie mam tu na myśli zabaw sado-maso).

niedziela, 14 lutego 2010
Wesołego Dnia Zakochanych!

W końcu ten dzień. Adam czuł się gotowy. Ujął dłonie Ewy i spojrzał jej głęboko w oczy.

- Ewo, muszę Ci coś powiedzieć.

- Tak Adamie? - zapytała Ewa z nutą nadziei w głosie. Długo czekała na tą chwilę. Spotykali się od dawna. Czyżby w końcu chciał jej wyznać to, co obydwoje z pewnością czuli?

- To nie jest dla mnie proste. Próbuję powiedzieć Ci to od dawna, ale ciągle mi nie wychodzi. - Adam zdawał się zmieszany. Odwrócił wzrok od Ewy i wbił go w ziemię tuż obok jej stóp.

- Spróbuj. - Ewa uśmiechnęła się promiennie. Jakieś magiczne ciepło zaczęło bić z jej serca i promienieć na całe ciało. - To dla mnie bardzo ważne.

- Naprawdę? - Adam zdawał się przestraszony. - Nawet nie wiesz jak ważne jest to dla mnie. Muszę w końcu to powiedzieć. Czy czujesz to zdenerwowanie, które ja czuję?

- Tak... najdroższy... - Oczy Ewy zaszkliły się. Czekała w napięciu.

Wargi Adama napięły się jakby chciał coś powiedzieć, ale cofnęły się zraszając powietrze milczeniem. Po chwili wziął głęboki wdech i wyrzucił głośno z siebie:

- Szedł Szasa szuchą soszą.

- ...

- Kurwa, znowu mi nie wyszło.

 

Osobowość 1: Tak Kochani, dziś jest ten dzień. Dzień w którym na "miłości" można zarobić kupę forsy. Dzień w którym uczucia zostają wyrażone kosztownymi prezentami, a buissness wielu tandentych sklepików sie rozkręca.

Osobowość 2: Znacie te zrzędzące teksty? W sumie słowo "walentynki" można zamienić na nazwę każdego innego skomercjalizowanego święta. Czy ludzie, którzy tak jadą po tym dniu nie obchodzą też gwiazdki - bo komercyjna? Kiedy byłem dzieckiem mi i mojej siostrze rodzice zawsze dawali prezenty na walentynki - bo nas kochają. Zdrowe podejście. Nie widzę nic złego w uczynieniu jednego dnia w roku świętem miłości. Jasne, że komercjalizacja wkurwia, ale jak Ci się nie podoba - nie poddawaj się jej. Ukochanej osobie zrób niekomercyjny prezent. Kolacja przy świecach, napisany wiersz, opowiadanie, czy jakkiolwiek inny ręcznie zrobiony prezent nie musi nosić w sobie znamion komercji.

Dziś trochę ponarzekam, bo to pierwsze walentynki od bardzo, bardzo dawna, podczas których jestem sam. W sumie to żadna tragedia, ale w ostatnim zdaniu kryje się nuta frustracji. Może i poszedłbym na jakąś randkę, żeby wyciszyć tą nutę, aczkolwiek mój czerwony nos jak klauna, zapach czosnku unoszący się w powietrzu, śluz wyciekający mi z nosa i kaszel podpowiadają, że to niebyłby najlepszy pomysł. Grypa wiedziała kiedy do mnie zawitać. C'est la vie & que sera, sera.

Osobowość 1: A poniżej przedstawiam parę filmików temacie, które wybitnie mi się podobają. Wesołego Walentego! :D

Uwierzycie, że filmy tego zrytego kolesia (David Firth) są puszczane na BBC Comedy? :D

Pierwszy klasyk ze znanej i lubianej serii Happy tree friends :D

Drugi klasyk :D

To już może nie wporę (ze względu na życzenie "merry christmas" na końcu), ale wydaje mi się, że także oddaje uczucia walentynkowe wielu z nas :D

To może troszkę mniej w temacie, ale zamieściłem to, bo niezły z tego hard core :D Ktoś jeszcze wątpi, że można robić horrory z plasteliny?

 

A teraz coś "na poważnie" i w temacie święta :D :

Explain w kiczowatym stylu:

niedziela, 07 lutego 2010
Stadion Narodowy

1 grudnia dwaj pracownicy zginęli w wypadku przy pracy przy budowie Stadionu Narodowego. Z wysokości 18 metrów spadł podnoszony przez żurawia kosz, w którym znajdowało się dwóch robotników. Państwowa Inspekcja Pracy ustaliła, że kosz nie nadawał się do podczepienia pod żuraw - ostatnie ogniwo łańcucha na którym wisiał, było za wąskie i nie wchodziło na hak żurawia. Robotnicy włocławskiej firmy PPW Safety przyczepili kosz prowizorycznie, wykorzystując łańcuchy, które miały uszkodzone karabińczyki. W ogóle nie powinni do kosza wsiadać, bo nie mieli badań lekarskich dopuszczających ich do pracy na wysokości. Operacji nie nadzorował też tzw. hakowy - robotnik odpowiedzialny za prawidłowe podczepienie ładunku do żurawia. Dźwig w ogóle zresztą nie powinien podnosić kosza, bo żaden z żurawi dostarczonych przez gdańską firmę Żuraw Grohman nie został dopuszczony przez Urząd Dozoru Technicznego do przenoszenia takiego ładunku.

[źródło: http://cia.bzzz.net/bezkarnosc_bezradnosc_i_obojetnosc_na_budowie_stadionu_narodowego]

Coś tu jest nie tak. Żadne pieniądze nie są warte śmierci ludzi - czy to młodych zaczynających swoje życie zawodowe, czy głównych żywicieli rodziny. Zapraszam do przeczytania całego tekstu i chodź został on napisany przez anarchistę, zastanowienia się nad tym w jakim świecie i w jakim kraju żyć nam przystało. Ostatnio przez parę miesięcy pracowałem fizycznie w dwóch różnych firmach - wśród wspaniałych ludzi, w jednym przypadku mając bardzo przyjaznego i życzliwego szefa. Niemniej i tutaj normą było permanentne łamania prawa pracowniczego. Nie dziwię się szefowi, że pozwalał na to sobie i managerom - musiał to robić. Jeśli ma konkurować z innymi ludźmi, którzy także łamią (niejednokrtonie w gorszy sposób) prawa pracownicze musi grać na tych samych zasadach, inaczej firma zacznie upadać, pracownicy też na tym stracą - bo posypią się zwolnienia. System pozwalający na takie wypaczenia jest zły i jest głównym winowajcą.

W tym miejscu mam szczere pytanie - od socjalliberała do leseferystów, libertarian, neoliberarłów, zwolenników Miltona Friedmana. Wszelkie znaki na niebie i na ziemi wykazują, że "niewidzialna ręka wolnego rynku" zawsze prowadzi do takich wypaczeń. Jakim prawem uznajecie, że to cena, którą trzeba płacić za "wolność ekonomiczną". Jaką wolność? Czyją? Bo na pewno nie przeciętnego obywatela. Czy nic was ci ludzie nie obchodzą? Uważacie ich za "zera po zawodówce"? Pisuję książki, publikuje artykuły, dokonuję tłumaczeń, kończę studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, a życie zmusiło mnie do podjęcia pracy fizycznej - czy mnie także uważacie za "zero po zawodówce"? W jednej i drugiej pracy spotkałem świetnych ludzi, zaskakująco otwartych i niejednokrotnie wyciągających w moją stroną pomocną rękę. Zapewniam was, że to nie są żadne "zera", a wartości ich życia nie da się oszacować w pieniądzach.

poniedziałek, 01 lutego 2010
Mięso kiepi

Już niebawem ma ruszyć akcja promocyjna "Mięso krzepi". Jak w przypadku mleka (którego dobrotliwy wpływ na zdrowie był wielokrotnie podważany) czy w przypadku ryb (które choć zawierają w sobie zdrowe kawsy tłuszczowe omega-3 zbyt często skażone są dimetylortęcią, a w przypadku niektórych gatunków jak flądra z naszego Bałtyku powinny zostać wycofane ze sprzedaży) przemysł spożywczy będzie nam wmawiać, że to co przestaje się sprzedawać jest tak naprawdę wyjątkowo zdrowe. ... tja....

Pamiętajmy, że żadna z wyżej wymienionych akcji nie było sponsorowana przez ministra zdrowia. Finansowali je minister rolnictwa, Unia Europejska, a obecną akcję rozkręca Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP. Im nie chodzi o Wasze zdrowie, czy zdrowie Waszych dzieci - chodzi tylko i wyłącznie o Wasze pieniądze.

Nie martwię się tym, że ktoś będzie znów zachęcać ludzi do jedzenia ścierwa - robi to natarczywie cały czas McDonald, czy KFC. To co już mnie wkurwia to znów imputowanie szerokim masom, że mięso jest niezbędne do życia.

Fragment z portalu gospodarka.gazeta.pl:

"- Chcemy przemówić ludziom do rozsądku. Jesteśmy przecież ssakami, mamy siekacze jak drapieżniki, ewolucyjnie wyrośliśmy na mięsie i nie możemy tego ot, tak zmieniać - zachwala Ziemann. [..] - Chcemy w końcu powiedzieć Polakom, że mięso jest obok nabiału i warzyw ważnym elementem diety. Jest potrzebne do rozwoju mięśni, mózgu, kości - kontynuuje."

Ta wypowiedź to po prostu majstersztyk kretynizmu. Zacznijmy od początku:

"Jesteśmy przecież ssakami" - no... tak jak goryl (jadający mięso tylko w skrajnych przypadkach braku jego naturalnego pożywienia), koń, jeleń, czy mysz. Spośród wszystkich gatunków ssaków bardziej podobne to naszych upodobań żywieniowych są świnie, czy szczury (mogące być zarówno wszystkożerne jak i wegetariańskie). Powiem nawet więcej - z pośród wszystkich zwierząt najbardziej przypominamy szympansy (które mogą jeść mięso, ale czynią to bardzo rzadko i zupełnie prawidłowo rozwijają się na wegetariańskiej diecie). Abstrahując już od tego bycie ssakiem w żaden sposób nie predysponuje do jedzenia mięsa (podobnie jak należenie do królestwa zwierząt).

"Mamy siekacze jak drapieżniki" - to jest wręcz cudowne! Panie Ziemann, siekacze posiadają wszystkie ssaki roślinożerne, a największe mają słonie (błędnie nazywane kłami), które mimo swej niesamowitej siły i imponujących rozmiarów nigdy mięsa nie jedzą. Być może chwilowy zator cholesterolu w żyłach spowodował niedotlenienie mózgu i w rzeczywistości chodziło panu o kły (to najczęstszy argument antywegetariański), ale nawet jak użyje pan tego argumentu będzie pan w błędzie. Kły posiadają wszystkie małpy człekokształtne, wszystkożerne dziki, a nawet trawożerne przeżuwacze (kły dolne) jak koń, czy piżmowce. Dodatkowo ludzkie kły są śmieszne w porównaniu z małpimi kłami:

uzębienie człowieka

normalne uzębienie człowieka (te "wielgachne" kły to jest to co widzicie za siekaczami)

Zęby goryla

A tutaj mamy typowego goryla, którego wszelkie encyklopedie określają jako zwierzę roślinożerne (co jako miłośnik przyrody muszę troszkę zaoponować - w przypadku braku naturalnego pokarmu roślinnego goryl jest w stanie zjeść mniejsze zwierzęta np. owady). Niemniej ewolucyjnie to czysty wegetarianin.

Dalsze brednie pana Ziemanna "chcemy w końcu powiedzieć Polakom, że mięso jest obok nabiału i warzyw ważnym elementem diety." Dwa błędy. Pierwszy podstawowy: "mięso jest ważnym elementem diety". Myli się pan, mięso MOŻE być elementem dobrze skomponowanej diety, ale nie musi (osobiście wręcz uważam, że jeśli nawet jest, to nie powinno go być dużo, a korzystniejsza dla zdrowia jest dobrze skomponowana dieta bezmięsna). Drugi błąd to "obok nabiału". Jestem wegetarianinem i nabiału sobie nie skąpię. Niemniej znam całkiem sporo wegan, dla których nabiał także nie jest ważnym elementem diety (aczkolwiek zważając na kobalaminę trudno mi tą dietę uznać za w pełni dobrze skomponowaną i weganom zalecam suplementację wzmiankowanej substancji).

Ewolucyjnie to nie nasz organizm dostosował się do jedzenia mięsa, ale ludzie używając rozumu zaczęli tak obrabiać mięso, żeby relatywnie dostosować je do naszego organizmu. Dlatego kurczaka typowy Kowalski np. griluje zamiast zjeść go na surowo i raczyć się jego krwią jak np. robią to tygrysy. Niemniej dalej nie jest to w 100% korzystne dla naszego zdrowia i właśnie z tego powodu tak sporo wegetarian pojawiło się dookoła nas - zdrowych i silnych. W sumie jedzenie mięsa zawsze związane jest ze zdrowotnym patem - obróbka termiczna powoduje zwiększenie karcenogenów, a jej niedostatek naraża człowieka na śmiertelnie groźne zatrucie bakteryjne. Właśnie z pozbycia się takiego obciążenia zdrowotnego wegetarianie mają tak rewelacyjnych sportowców jak Scott Jurek, czy Mac Danzing.

"Jest potrzebne do rozwoju mięśni, mózgu, kości - kontynuuje." - No i tu wchodzimy w typową dla naszej kultury indoktrynację. Mięso może być wykorzystane przez nasz organizm do rozwoju mięśni, czy kości - ale nie jest konieczne jego spożywanie by ten rozwój stymulować. Nie chodzę na siłownie, praktycznie nie uprawiam żadnego sportu (choć się gimnastykuję), ale jestem zadowolony z mojej muskulatury, zdolności mentalnych i jak świat światem jeszcze nigdy nie udało mi się złamać żadnej swojej kości (a zęby, mimo, że genetycznie osłabione - mam najzdrowsze w całej rodzinie). Co więcej to po przejściu na wegetarianizm i ograniczeniu spożywania mleka w niedługim czasie przybyło mi 10-12 kg masy mięśniowej. Mój ojciec pół roku temu przeszedł na vege i przybrał 7 kg masy mięśniowej (co prawda wpłynął na to nie tyle sam fakt odstawienia mięsa co wprowadzenia do diety większej ilości bardzo odżywczego białka z nasion, orzechów i dobrego komponowania białka z roślin strączkowych z białkiem z roślin zbożowych). Nie czuję żadnego osłabienia zdolności mentalnych - piszę książki, artykuły, uczę się nowych języków, jednym słowem ciągle się rozwijam. Zresztą co tu dużo mówić, poczynając od Pitagorasa znamy mnóstwo wielkich ludzi nauki i kultury, którzy rezygnowali ze spożywania mięsa (Porfiriusz, Platon, Leonardo da Vinci, Lew Tołstoj etc.)

Chociaż jestem wegetarianinem od ponad sześciu lat, autorem książki "Wegetarianizm bez tajemnic" i co jakiś czas piszę artykuły do gazet wegetariańskich nie chcę narzucać ludziom poglądu, że mięso jest be. Wegetarianie są statystycznie zdrowsi od ludzi spożywających mięso - ale podobne korzyści zdrowotne przejawiają także fleksitarianie (ludzie jadający mięso okazyjnie lub maksymalnie 3 razy w tygodniu w niewielkich ilościach). Badania nad długowiecznością dowodzą, że jedną ze statystycznie istotnych cech stulatków jest spożywanie pokarmów małokalorycznych, w tym rzadkie spożywanie mięsa - niemniej często to mięso jest jedzone (w przypadku rekordzistów długowieczności - ludzi z plemienia Vicamba było to mniej niż pół kilograma padliny tygodniowo). Nie jest prawdą, że mięsa jadamy za mało - choroby cywilizacyjne jak rak jelita grubego, choroby miażdżycowe, choroby nerek, kamienia żółciowego ciągle stanowią plagę dla naszego społeczeństwa a ich występowanie jest ściśle skorelowane ze spożywaniem zbyt dużej ilości mięsa. Mięso może być składnikiem diety, ale American Dietic Associaton, Physicians Committee for Responsible Medicine, National Health Service donoszą od lat, że dobrze skomponowana dieta wegetariańska jest zdrowszą alternatywą.

Poza tym są inne aspekty spożywania mięsa niż zdrowotne (ekologiczne, socjalne), któe powinniśmy wziąć pod uwagę. Zachęcanie do zwiększenia spożywania mięsa (czyli zwiększania popytu, co autamtycznie zwiększa podaż) jest po prostu nieodpowiedzialnym krokiem politycznym. W dłuższej perspektywie czasowej przynosi to zdecydowanie więcej szkód niż korzyści.

To jedna strona medalu - druga jest taka, że biedni rzeczywiście spożywają coraz mniej mięsa, a biednych jest coraz więcej. Nie dlatego, że docenili walory zdrowotne wegetarianizmu czy fleksitarianizmu - tylko dlatego, że ich na nie nie stać. Reklama niewiele pomoże - stworzenie miejsc pracy, czy zabezpieczenia socjalne już prędzej. Niemniej i tak mam nadzieję, że godziwe pieniądze, które pozwolą im żyć normalnie, przeznaczą na coś zdrowszego niż karkówkę.

 

Wegetarianizm bez tajemnic

Wegetarianizm bez tajemnic link 1

Wegetarianizm bez tajemnic link 2

Wywiad na portalu medycznym dotyczący wegetarianizmu

niedziela, 31 stycznia 2010
Zwiastuny śmierci

Śmierć jest nieunikniona, to wie każdy. Wielu ludzi opierając się na przepowieści z Nowego Testamentu argumentuje, że nie sposób przewidzieć daty swojej śmierci - ona m przyjść jak złodziej, gdy najmniej się jej spodziewamy. Czy zawsze tak jest? Choć jestem człowiekiem bardzo ostrożnie podchodzącym do wszelkich rewelacji dotyczących zjawisk paranormalnych mam co do tego wątpliwości. Zarówno w trakcie mojego życia, jak i uważnie studiując historię świata, czytając gazety i wysłuchując historii moich znajomcyh zauważyłem fenomen, który nazwałem "zwiastunami śmierci". To normalne, że czasem pojawiają się naturalne znaki wskazujące na bliski zgon - kiedy ktoś ma objawy nieuleczalnej choroby, gdy ma depresję i traci chęć do życia, czy kiedy naraża się nieobliczalnym ludziom mającym zbyt dużą władzę. Jednakże, kiedy mówię o "zwiastunach śmierci" mam na myśli coś znacznie precyzyjniejszego, tajemniczego i zdecydowanie bardziej zaskakującego.

John Lennon jakiś czas przed swoją śmiercią w trakcie wywiadu czytał list od jednego ze swoich fanów. Ten ostrzega go przed zamachem, który prawdopodobnie zakończy się jego śmiercią.

John zignorował ten list jako bredzenie szaleńca. Błąd. Został zamordowany przed swoim domem przez Marka Davida Chapmana.

To klasyczny przykład ukazywania się zwiastunu śmierci. Ostatno spodobał mi się inny.

 

Billy Hicks był prowokującym komikiem, zwolennikiem amerykańskich demokratów. Jeśli lubisz Georga Carlina prawdopodobnie ten komik także rozbawi Cię do łez. Jeden z moich ulubionych jego skeczy:

Historia jego śmierci jest mniej dramatyczna niż Johna Lenona - umarł na raka trzustki. Brał czasami LSD - wizje które temu towarzyszyły były różne, ale najbardziej zatrważająca jest ta:

W pewnym momencie, gdy tripowaliśmy, podszedłem do Billa, który wyglądał na zamyślonego i roztargnionego. Był tam sam, chodził w kółko. […] Słyszałem jak bez przerwy mamrotał pod nosem, „Co to jest? Cholera, co to jest?” Cały czas krążył i mamrotał, krążył i mamrotał. „Co to jest?”

Zapytałem: „Bill, o czym ty mówisz? Co się dzieje?”

„Nie wiem, chłopie. Po prostu jest to coś. Nie wiem co to jest, ale siedzi we mnie.” Mówiąc to, Bill wskazywał na swój bok, dokładnie tam, gdzie znajdowała się jego trzustka. „To siedzi we mnie,” mówił. „To musi wyleźć. Jakby odwrócony krzyż w moim ciele. Musi wyleźć.”

Gdy tylko to powiedział – kawałek z „odwróconym krzyżem” – wybuchnąłem śmiechem. Czasami wszystko wydaje się zabawne, gdy tripujesz, chyba że, naturalnie, coś zaczyna cię niepokoić; a to niepokoiło Billa.

Kurwa. Za późno. Odstraszyłem Billa.

„Oh, kurwa, zapomnij o tym,” odparł, po czym, wyraźnie wzburzony, ruszył w las.

Poszedłem za nim. „Nie, nie chciałem się z ciebie śmiać, Bill. Co jest? Coś nie tak?” To był mój przyjaciel. Tripowaliśmy, ale, do licha, chciał mi powiedzieć coś ważnego. […]

Próbowałem go zapewnić, że chcę zrozumieć o czym mówi, ale nie chciał ryzykować ponownego wyśmiania. „Zapomnij o tym. Nic,” powiedział Bill. Złożyłem jeszcze kilka słabych protestów. Zignorował je. I na tym się skończyło.

To było lato roku 1982, więcej niż dekada przed tym jak Bill zmarł na raka trzustki.

NOTKA: Warto dodać, że motyw z 'czymś siedzącym w boku' nie był jednorazowy i kilkukrotnie pojawiał się podczas innych tripów Hicksa.

[źródło: http://www.billhicks.pl/ciekawostki.htm ]

 

Czy to jest "creepy" jak piszą w komenatarzach pod filmikiem o Lennonie? W sumie mnie to nie przeraża samo w sobie - jakoś w ogóle nie odczuwam lęku przed śmiercią. Nie chce mi się umrzeć, ale nie mam jakiegoś ciśnienia na to, żeby żyć wiecznie. Poznałem cudownych ludzi, napisałem 3 książki (olejmy ich jakość - za wydawców i redaktorów nie odpowiadam, a jedyne dwie recenzje jakich się doczekałem były nader pozytywne), spotkałem wiernych fanów, kocham i to na tak wysokim metafizyzcznym poziomie, że nie obchodzi mnie czy miłość moja zostanie odwzajemniona. Jestem szczęśliwy, więc... mogę żyć i mogę umrzeć. Co prawda kiedy czuje na karku zimny oddech śmierci zaczynam walczyć o życie i nie wypieram się tego. Po prostu czuję spokój na myśl o ustaniu mojego oddechu - jeśli przyjdzie na to czas, to po prostu... przyszedł na to czas :)

Wracają do meritum - zwiastuny śmierci. Myślicie, że te przypadki są takie rzadkie? Niekoniecznie. Profesor Andrzej Szyjewski w swojej Etnologii Religii pisze, że szamani nader często przewidywali swoją śmierć - i umierali w danym terminie. Podobnie jak w przypadku Lennona nie zawsze była to śmierć naturlana, którą można wytłumaczyć sugestią.

BTW Porozmawiajce ze swoją rodziną na temat schodzenia z tego świata ich bliskich - przypadki zapowiedzenia zakończenia ziemskiego żywota są częstsze niż większość osób zdaje sobie z tego sprawę. W moim domu mieszkał "pustelnik" (mistyk, który całe dnie spędzał na modlitwie i jadł jedynie chleb i kawałek sernika raz na tydzień) podał dokładną datę śmierci - nie pomylił się. Po prostu tego dnia umarł. Pan Tokarzewski - z pewnością intrygujący człowiek.

W przypadku postaci historycznych prawie zawsze możemy gdzieś znaleźć informacje o zwiastunach ich śmierci - tutaj trudno orzec, czy te informacje są prawdziwe, czy zmyślone. Jeśli ktoś miał wpływ na historię, przez lud bywa mitologizowany - a myślenie mityczne przeplata się z magicznym. Ładnie wygląda jak opatrzność ukazuje swą rękę i daje znaki mówiące o dosięgającym delikwenta fatum. Niemniej czasem mamy dane ukazujące takich zwiastunów których realności trudno zaprzeczyć - jak list astrologa Wulfa z 1943 do Himmlera, w którym ten wyraźnie pisze o "tajemnicznej śmierci Hitlera przed 7 maja 1945 roku". Sprawdziło się. Rzesza mająca trwać 1000 lat pada, a niezłomny wódz strzela sobie w łeb schowany w bunkrze niczym szczur. OK, w 1943 po przegranej pod Stalingradem można było prognozować, że Niemcy muszą paść - jednakże precyzja z którą Wulf podał datę śmierci Hitlera jest zaskakująca.

Fragment filmu mówiący o wizji Wulfa:

Moi drodzy - nie ma nic bardziej naturalnego niż śmierć. Spotka każdego z nas, więc nie ma powodów by nadmiernie się jej bać. Bywa, że czas jej nadejścia w jakiś dziwny sposób jest nam zdradzony dużo wcześniej. Jeśli coś takiego się stanie przyjmijmy to ze spokojem. Ba! Możemy z tego zrobić zawsze małe show! Nie mam pewności czy to nie jest fanowska legenda, ale ponoć Tolkien przewidział datę swojej śmierci (dziwne wizje, których charakter uznawał za nadnaturalny towarzyszyły mu przez całe życie - jednak najczęściej była to wizja zatapianej Atlantydy ;)). Nie udało mi się dotrzeć do źródeł potwierdzających ją, jednak jest tak ciekawa, że warto ją w tym miejscu przytoczyć. Wszyscy znamy wiersz otwierający trylogię Władca Pierśćieni prawda? Zastanawialiście się kiedyś jaki symbol niosą w sobie liczby, które się w nim pojawiają? 3 pierścienie dla elfów, 7 dla karłów, 9 dla ludzi i 1 dla władcy ciemności. Kiedy ułożymy te cyfry zapisane od tyłu wychodzi nam 1973 - realny rok śmierci mistrza, który sam przewidział.* Jak odchodzić to z wielką klasą.

Oby los był dla Was łaskawy.

 

 

 

*Nie jestem do końca przekonany co do realności tej anegdoty ponieważ Tolkien zdawał się wierzyć, że uda mu się ukończyć Silmarilion za życia - tak się jednak nie stało. 2 września 1973 roku zostawił po sobie sporo notatek, które wymagały nie tylko przeredagowania tekstów, ale także wybrania jednej wersji dla każdej z historii. Dopiero syn musiał dokończyć pracę ojca.

czwartek, 28 stycznia 2010
Protest: "zamknij okno!"

Takie rzeczy mogą się dziać tylko w Chojnicach :D

Na Książąt Pomorskich jest facet, który wraz z rodziną lubi powiew świeżego powietrza... cały rok. Czy jest +30 stopni, czy -20 on ciągle chce by świeży zefirek owiewał mu twarz. Nie w smak jest to sąsiadom, którzy przy tak siarczystym mrozie będą musieli zapłacić wyższy rachunek za ogrzewanie. Co można mu zrobić? W sumie nic - otwarcie okna we własnym mieszkaniu nigdy nie jest przestępstwem. Wprawdzie delikwent od 10 miesięcy nie płaci czynszu, więc można byłoby go zwyczajnie wyjebać... gdyby nie jeden szkopuł. Jest zima, a na dworze arktyczna temperatura. Nie ma mieszkania socjalnego dla niego, a prawo polskie zabrania wyrzucenia na bruk człowieka o tej porze roku. Tak czy siak rachunki za ogrzewanie lokatorom pójdą w górę, ale nie Czesiowi - wszak on ich nie płaci.

Co więc wkurwieni mieszkańcy bloku postanowili zrobić? Ano demonstrację - nagłaśnianą medialnie :D Wyszli pod blok i skandowali: "Zamknij okno! Zamknij okno!" Czasem ktoś urozmaicił to proste hasło dookreśleniem podmiotu: "chuju!" Na to pan Czesław G., w którego wymierzona była to "prowokacja" odkrzykiwał: "spierdalać!".

Mediom udało się dotrzeć (z niemałymi trudami) do pana Czesława. On wie kto stoi za tymi demonstracjami. "Agent...", odpowiada konfidencjonalnie, "i lokalna sitwa" dodaje po chwili. Tylko po co to otwarte okno? "To symbol! Wyraża otwarcie na świat i na ludzi!"

Tak oto z pana Czesława wyszedł prawdziwy kosmopolita, filantrop i człowiek renesansu gnębiony przez drobnomieszczański element :D

Przyznacie, że demonstracja musiała wyglądać przednio :) Aż żałuje, że w internecie nie znalazłem nagrania z tego wydarzenia. Nie ma co się poddawać - dalej szukam :D

Wkurwiony lokator

Źródło: nasze miasto i dzisiejszy numer Czasu Chojnic.

środa, 20 stycznia 2010
Kobieca pedofilia

Ten temat bywa niezwykle rzadko poruszany w mediach, nie wrzuca się go na pierwsze strony gazet, prawie się o nim nie mówi i najwygodniej jest go przemilczeć. Wizerunek pedofila ukształtowany w mediach jest stały i niezmienny. ZAWSZE jest nim mężczyzna, najlepiej by był gruby i obleśny - takie typowe maskulinistyczne zero. Statystyki policyjne (czyli dotyczące przypadków rozpatrywanych przez policje) śmiało potwierdza ten wizeruenk: 99% przypadków pedofili dotyczy mężczyzn.

 

Być może dlatego na dzień dziesiejszy najbardziej poczytny artykuł z portalu gazeta.pl traktuje o Brytyjce molestującej seksualnie dwunastolatka.

 

Artykuł średnio mnie zaskoczył dlatego, że statystyki policyjne nie uważam za w pełni wiarygodne. Wizerunek pedofila męskiego jest (słusznie) piętnowany, ale ze słowem "pedofil" w społeczenej świadomości prawie w ogóle nie kojarzy się kobieta. Czy na pewno jest to słuszne? Badacze w  Michigan określili, że "49 procent wszelkich przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich jest popełniane przez samotne matki." [Źródło: Joan Ditson i Sharon Shay, "Badanie Wykorzystywania Nieletnich Lansing, Michigan", Wykorzystywanie Nieletnich i Zaniedbanie, 8 (1984).] Chciałbym zaznaczyć, że tutaj także nie padło słowo "kobieta", tylko "samotna matka", czyli grupa już docelowo zawężona. Niemniej nie trudno zauważyć, że w przypadku stanu Michigan albo samotne matki mają tam jakiś niespotykany apetyt seksualny na młodych chłopców różniąc się w ten sposób znacząco od innych przedstawicielek swojej płci, albo statystki dominacji męskiej płci w zjawisku pedofilii możemy uznać za niewiarygodne.

Nie zdziwię się jeśli usłyszę śpiewkę "ale statystyki policyjne...". W stanach południowych w XIX wieku statyski policyjne pokazywały, że mnóstwo czarnych mężczyzn gwałci białe kobiety, niemniej prawie żaden biały mężczyzna nie gwałci czarnej. Czy była to prawda? Oczywiście, że nie - tylko wówczas żaden czarny niewolnik, bądź świeżo wyzwolony (acz gnębiony przez KKK) Afroamerykanin nie zgłaszał takich spraw na policję, która była w rękach białych rasistów, WASP.

Na policję po prostu nie zgłasza się prawie wcale takich przypadków jak przemoc kobiety względem mężczyzny (w sumie nic dziwnego - mnie samemu chce się śmiać jak coś takiego słyszę; niemniej zjawisko istnieje, a jego zakres wcale nie jest tak mały jak można byłoby przypuszczać), molestowania którego dopuszcza się kobieta, czy porwań dzieci dokonywanych przez ich matki (boli jak się czyta, prawda? Przecież to ojcowie porywają, "matki biorą swoje dzieci").

 

I na zakończenie niszczę marzenia dojrzewających nastolatków o pięknej pani co chętnie rozdziewicza chłopaków. Oto zdjęcie oskarżonej.... groza......

 

 

poniedziałek, 18 stycznia 2010
Co dziwnego widzisz na zamieszczonym obrazku?

Dziwna ankieta

Czego tu brakuje.... hmmmmm.... Może odpowiedzi "nie"? Może to irracjonalne, ale niektórzy mogą uważać, że niepełnosprawni nie są w pewnych sferach życia dyskryminowani. Pytanie także jest tendencyjne - dyskryminacje niepełnosprawnych widać przy co trzecim kroku jeśli spojrzymy na rózne wymysły architektoniczne budynków naszych miast, ale artykuł mówi o dyskryminacji w sferze erotycznej, emocjonalnej i związkowej. Innmi słowy, albo ta ankieta jest pro forma (więc została zrobiona na odwal się), albo autor artykułu nie daje możliwości czytelnikowi posiadania odmiennego zdania.

Żeby nie było - gdybym spotkał fajną dziewczynę na wózku nie sądzę, żeby w ocenianiu jej w kryteriach potencjalnej partnerki jej niepełnosprawność odgrywałaby znaczącą rolę. Dlatego twierdzę, że w tej sferze niepełnosprawni nie są dyksryminowani - poza tym znam zarówno mężczyznę i kobietę w takiej sytuacji - oboje mają stałych partnerów. Niestety niektórzy uważają, że zadaniem dziennikarza jest zrobienie sensacji z czegokolwiek. Nie ma tematu? Trzeba go wymyśleć.

 

22:04, misterium_fascinans
Link Komentarze (1) »
Szmata Agata cz. III

Pozostała jeszcze sprawa wyjaśnienia tego z Agatą. Moja matka była temu przeciwna. Gdyby to ode mnie zależało załatwiłbym Agacie ciepłe miejsce w celi na parę najbliższych lata, ale moja matka (córa miłosierdzia) szczególnie tego nie chciała. Musiałem o tym porozmawiać z byłą dziewczyną. Spotkanie w 4 oczy nie doszło do skutku, a na nim mi najbardziej zależało. Dzwoniłem do Agaty starając się umówić na jakiś termin, ale ona cały czas mówiła (co ciekawe zaskakująco przestraszonym głosem), że nie wie kiedy będzie w Krakowie. W końcu którejś nocy zadzwoniła do mnie płacząc, że nie może wytrzymać napięcia i mam powiedzieć czego chcę. Po paru minutach jęków w słuchawce zgodziłem się na rozmowę na gg. Chciałem wydobyć z niej jak najwięcej, ale nie zamierzałem popuści. To co było moim marzeniem przedstawiłem jej jako fakt:

 

Oto ciekawsze fragmenty tejże rozmowy:

 

Nieśmiertelny

2009-11-21 23:27:31

Zginęły jej te tabletki na serce. Cale szczęście nie miała skoków ciśnienia, bo mogłoby skończyć się zawałem.

Moi rodzicie przeszukali cały samochód - tabletek nie było

szukaliśmy w naszych medykamentach - też ich tam nie było

Agata ex

2009-11-21 23:27:49

to pamiętam bardzo dobrze, że uch tam szukaliśmy

2009-11-21 23:28:20

I w sumie Agata masz pecha. W chuj pecha, ponieważ kiedy wyjechałaś zostawiłaś rzeczy do spalenia były tam lekarstwa, nieprzeterminowane. Monika stwierdziła (słusznie), że lekarstw nie można palić, a mogą się przydać. Dopiero niedawno zidentyfikowała je w sieci i... się okazało, że wśród nich są leki na serce mojej matki. Wyjaśnij mi to

Agata ex

2009-11-21 23:30:33

po pierwsze - nigdy nic nie knułam przeciwko nikomu  dobrze o tym wiesz, że to w ogóle nie leży w mojej naturze - krzywdzenie kogoś świadomie.

2009-11-21 23:30:37

po drugie - jeśli Ty nie wiedziałeś, że te tabletki są tak ważne skąd ja miałabym to wiedzieć

Nieśmiertelny

2009-11-21 23:31:14

Skąd te tabletki wzięły się w Twoich rzeczach?

Agata ex

2009-11-21 23:31:30

nie mam pojęcia

Nieśmiertelny

2009-11-21 23:31:42

Agata - skup się. Jeśli tego nie zrobisz złoże sprawę do prokuratury.  A wtedy nie wycofam nic, nawet jak będę chciał później - bo sprawa będzie ścigana z urzędu

Dodam do tego jeszcze, że bardzo dobrze pamiętam w jaką wpadłaś histerię jak moja mama dała mi koc - niezrozumiałą dla mnie histerię (który wg Ciebie nie pasował do wystroju pokoju) - i tak zeznam.

Moja matce także utkwił w pamięci Twoje dziwne, speszone spojrzenie jak przywitałem ją. Bardzo ekspresyjnie.

Przy okazji obiecuję Ci że jeśli teraz mi to wyjaśnisz - i nawet jeśli nie spodoba mi się to wyjaśnienie, sprawy nie złożę na prokuraturę. Masz moje słowo honoru, które jest dla mnie bezcenne. Chcę znać prawdę

Nieśmiertelny

2009-11-21 23:35:25

Przecież w medykamentach ich nie było, co znaczy, że pojawiły się w nich później

Agata ex

2009-11-21 23:37:47

no właśnie nie wiem gdzie były skro ich nie mogliśmy znaleźć

Nieśmiertelny

2009-11-21 23:38:00

Ale nagle znalazły się w Twoich rzeczach? Dodatkowo - które były przeznaczone do spalenia? Wiesz jak to wygląda?

Agata ex

2009-11-21 23:50:13

Nie zrobiłam nic żeby wyrządzić jakąkolwiek krzywde komukolwiek [Nagle okazało się, że Agata jest mniszką buddyjską wierną przysiędze ahimsy!], nie mam pojecia jak to sie stalo

Agata ex

2009-11-21 23:51:38

nie wiem o czym mówiesz? [atak nagłego paraliżu umysłowego]

Nieśmiertelny

2009-11-21 23:51:57

Jak to nie wiesz - przecież od początku rozmowy Ci tłumaczę

Agata ex

2009-11-21 23:52:09

U nas były różne rzeczy upakowane w różne miejsca, siatki, pudełka, reklamówki, cokolwiek. Pakujac sie po zerwaniu bralam te ktore uwarzak ze sa moje [To także kłamstwo, ponieważ pudełka były dwa, siatki-reklamówki może trzy-cztery, a Agata hojnie zabierała co jej się podobało, nawet jak było podpisane „Mikołaja” – no, ale nic dziwnego jak człowiek się spieszy korzystając z czyjejś nieobecności to może się „pomylić” :D], ale rownie dobrze to mogly byc wspolne drobiazgi

Nieśmiertelny

2009-11-21 23:53:06

To dalej nie jest odpowiedź na moje pytanie. Jakim cudem tabletki mogły się znaleźć w czymkolwiek (siatce, etc.) którą uznałaś za swoją, a później w medykamentach?

Agata ex

2009-11-21 23:53:26

nie jestem w stanie Ci tego wytłumaczyc

Nieśmiertelny

Mogę Ci pójść na rękę na dwa sposoby:

poprosić o badanie wariografem po złożeniu dowodów na prokuraturze. Wówczas jeśli się zgodzisz i mówisz prawdę, będziesz miała mocny atut. Niestety ja nie będę mógł wycofać sprawy, bo narażenie kogoś na utratę życia jest zarzutem ściganym z urzędu

Drugi sposób: może zrobiłaś to w akcie jakiegoś swojego popierdolenia. Nigdy nie powiedziałaś mi co zdiagnozowała u Ciebie psychoterapeutka. Jeśli zaburzenia osobowości to ni chuja Cię nie ratują. Jeśli jednak psychozę - możesz załatwić sobie żółte papiery i unikniesz czegokolwiek

Jeszcze jakieś sugestie od Ciebie?

Mam dowody w postaci: leków (znalezionych tam gdzie nie powinno ich być); moje zeznania na piśmie, gdzie mówię o Twoich jazdach w stronę mojej mamy jak przyjechała (absurdalna to była jazda o koc); zeznania mojej mamy, że rozpoznaje tabletki, a także opisująca parę sytuacji z tego weekendu, które można odebrać jako wrogie; zeznania jej i mojego ojca, że szukaliśmy tabletek wszędzie, także w samochodzie etc.; i zeznania Moniki, która mówi gdzie je znalazła po pół roku.

To podstawa do uruchomienia nieprzyjemnych procesów

Agata ex

2009-11-22 00:01:08

ale nawet jesli się zezłościłam bo byłam wm stersie przed juzeum [tłumaczę: bo byłam w stresie przed muzeum], terapeuktka zdiagnozowała depresje, a dobrze sma dobrze wiesz, ze nawet Ty czasami przełożysz ajkieś rzeczy inie możesz ich potem znaleźć [tłumaczę: terapeutka miała zdiagnozować u niej depresję, a jej samej ponoć zdarza się przekładać rzeczy i nie móc ich znaleźć – tak jak ponoć mi] w tym akurat jesteśmy do siebie podobni. nie zrobłam nic specjalnie, Mikołaj przueż myśmy się kochal [tłumaczę: Mikołaju przecież myśmy się kochali – oooooo :) jak nagle romantycznie się zrobiło] mimo tych wszystkich trudności, to znaczy że mieliśmy do siebie zaufanie, dobrze wiesz ze nigdy bym czegos takiego nie zrobiła, i pprosze nie sądź tak teraz

Nieśmiertelny

2009-11-22 00:01:08

Prokuratura nie skazuje tylko wyjaśnia sprawę. Monika twierdziła, że te leki były z innymi lekami, nie w siatce z notatkami, czy innym syfie, co oznacza, że musiałaś je co najmniej wyjąc z takiej siatki i przełożyć do medykamentów.

To co mówisz nie jest wiarygodne.

2009-11-22 00:09:09

Jesteś?

Agato - możesz mnie również oskarżać, ale ja tych tabletek nie mogłem kupić, bo one są na receptę.

Od razu po tym zdaniu zablokowała mnie na gg, na nk, nie odebrała żadnego telefonu i napisała do wszystkich naszych przyjaciółek płaczliwy list w którym utrzymuje, że bezpodstawnie ją oskarżam o próbę zabójstwa, a "przecież to nie ona" (główna linia obrony). W tym momencie dotknąłem także głupoty feministek gdy od jednej z nich usłyszałem, że "ale przecież Agata powiedziała Ci, że to nie ona położyła tam tabletki"... a ja się pytam - kto? Kto miał możliwość ich zdobycia i podrzucenia dowodu? Nigdy nie słyszałem, żeby Monika mówiła nieprawdę i Agata także uważała ją za jedną z najbardziej wiarygodnych osób (pewnie dla tego odpuściła linię obrony, gdzie oskarżałaby Monikę o podrzucenie tabletek).

Moja matka napisała do Agaty list na nk gdzie uspokajała ją, że sprawa nie jest na prokuratorze, ale że jest jej przykro „że tabletki nagle zniknęły w czasie gdy sprzątałaś pokój i nagle zmaterializowały się po roku w Twoich rzeczach do spalenia. Agata odpisała po miesiącu krótkim zdaniem „takiej sytuacji w ogóle nie było” (aha, więc wszystko jasne...), czym zaprzeczała nawet dowodom znalezionym przez Monikę. Dodam tylko, że dziewczyny nigdy nie były w konflikcie.

 

Ech... Uwierzycie? Niczego nie zmyśliłem. To autentyczna historia... Jeden z ABSURDÓW mojego życia. Agata ciągle mówiła mi o tym jak bardzo mnie kocha, a ja  (mimo, że ten związek mnie obciążał psychicznie) nie chciałem jej zostawiać z takimi problemami – bałem się, że sobie nie poradzi. Najbliższą mi religią jest buddyzm i wierzę w ideę reinkarnacji.  Pamiętam jak Agata kiedyś przerażona spytała co będzie z nami po śmierci – ja spokojnie powiedziałem, że odrodzimy się w innych ciałach. Ona spytała, czy będziemy razem (pytanie zmroziło mnie… cokolwiek miałoby się stać marzyłem o tym, żeby śmierć jak nadejdzie była dla mnie wyzwoleniem od tego typu męczących ludzi – nastukałem sobie dobrych uczynków, dobrej karmy, więc czas na coś lepszego – zdaję sobie sprawę, że niezbyt dojrzałe). Ja odpowiedziałem, że tego nie wiem. Na to ona zaczęła płakać i obraziła się na mnie – no przecież jak ja mogę nie wierzyć w to, że po śmierci dalej będziemy razem… Miałem ochotę powiedzieć jej, żeby nie przeginała, bo i tak to dla mnie duży wysiłek, żeby w ogóle być z nią i się nie powiesić przy pierwszej wizycie w parku… ale tylko wyjąłem „nauki Buddy” i znalazłem fragment mówiący o tym, że jeśli para idzie tą samą ścieżką życiową i zbiera te same doświadczenia to ma szanse znów być parą w kolejnym wcieleniu.

 

Historia tego związku nauczyła mnie paru rzeczy: jak unikać manipulacji, o niemożności naprawiania życia kogoś innego, gdy on sam nie daje z siebie wszystkiego, że związki, które zaczynają być koszmarem trzeba od razu kończyć (i można chorej osobie pomagać jako przyjaciel/znajomy, ale nie jako partner) i tego, że nie wolno dawać się wykorzystywać. Nauczyła mnie także tego, że nie każdy dobry uczynek bywa nagradzany, że ludzie często kojarzą dobro ze słabością i łatwiej występują przeciwko ludziom z usposobienia dobroczynnym. W dłuższej perspektywie nauczyłem się bronić swojej niezależności, twardo dochodzić sprawiedliwości i swoich praw, a także działać tak by nie pozwolić się skrzywdzić komukolwiek.

W moim mózgu dalej pozostaje absurdem to, że osoba której tak bardzo pomogłem potrafiła mnie zranić, okraść i jeszcze zadziałać tak, by życie bliskiej mi osoby było zagrożone. Niemniej, cóż, takie rzeczy po prostu się zdarzają.

 

 
1 , 2
osób podziwiało absurdy tego świata :D